„Drużyna jest troszeczkę niedoceniana”. Były menedżer zabrał głos

– Na poziomie Krajowej Ligi Żużlowej drużyna z Landshut jest troszeczkę niedoceniana. Myślę, że ten tor nadal będzie twierdzą. Niektórzy faworyci mogą się zdziwić – uważa Sławomir Kryjom, były menedżer Trans MF Landshut Devils, a obecnie dyrektor zarządzający Unią Leszno. – Cały czas jesteśmy w kontakcie. Nie ma mowy, aby po tak fajnych trzech latach całkowicie się odciąć – dodaje.

POLSKIZUZEL: Na co stać Trans MF Landshut Devils w nadchodzącym sezonie?

Sławomir Kryjom, były menedżer Trans MF Landshut Devils, obecnie dyrektor zarządzający Fogo Unią Leszno: Na poziomie Krajowej Ligi Żużlowej drużyna z Landshut jest troszeczkę niedoceniana. Tak naprawdę, to liderów w tej chwili należy upatrywać w osobach Kima Nilssona i Antonio Lindbaecka, a jak dalej będzie skomponowany skład, to już zależy od formy poszczególnych zawodników.

Z wyjątkiem Kaia Huckenbecka, Noricka Bloedorna i Kevina Woelberta, w Landshut będą startować pozostali najlepsi niemieccy zawodnicy. Myślę, że ten tor nadal będzie twierdzą. Niektórzy faworyci mogą się zdziwić.

Chwali pan ten skład, więc gdyby pan dalej prowadził ten zespół, to skład byłby taki sam czy wprowadziłby pan jedną lub dwie korekty?

– To oczywiście zależy od możliwości budżetowych. Kiedy wydarzyły się te wszystkie rzeczy związane z licencją i przejęciem zarządzania I ligą przez Ekstraligę Żużlową, mieliśmy zbudowany skład na sezon 2024 w wyższej klasie rozgrywkowej. Jestem pewny, że spokojnie dawałby nam pierwszą czwórkę, bo był mocniejszy w stosunku do sezonu 2023. Później trzeba było układać to od nowa. Wydaje mi się, że Szwedzi mogą pociągnąć ten zespół, zobaczymy, z jakiej strony pokaże się trzeci Szwed, czyli Victor Palovaara.

Będzie też Erik Riss, który stracił cały sezon 2023, ale w 2022 był jednym z naszych podstawowych zawodników. Na pewno dostanie szansę. Uważam, że KLŻ nie przerośnie swoim poziomem takich zawodników, jak Baumann czy Hillebrand. Twierdzę też, że mają jednego z najlepszych juniorów w KLŻ, Erika Bachhubera. Skład wygląda bardzo mocno interesująco. Żadnej drużynie, nawet Unii Tarnów, nie będzie łatwo. Popatrzmy na wyniki zawodników z Tarnowa. Ich wyniki nie były olśniewające, Landshut na własnym torze jest w stanie wygrać z każdym przeciwnikiem.

Wierzy pan w Antonio Lindbaecka?

– Myślę, że jest dobrym zawodnikiem na warunki KLŻ. Miał świetną pierwszą część sezonu w zeszłorocznej I lidze, później troszeczkę spuścił z tonu. W ubiegłym roku był jednak uczestnikiem mistrzostw Europy. Może dostarczyć sporo punktów.

Zatrzymanie Kima Nilssona to hit?

– Wiem, że szukał klubu w Metalkas 2. Ekstralidze, jednak to mu się nie udało. Kim jest zawodnikiem, który lubi stabilizację. Świetnie dogadywał się ze mną, z Klausem Zwerschiną, prezesem klubu czy głównym sponsorem Bernhard Muggenthalerem. Po prostu wie, co w Landshut go czeka. Poza tym, jak prześledzimy jego mecze, to dojdziemy do wniosku, że ten tor wybitnie mu pasuje, bo osiągał znakomite wyniki. Myślę, że podjął słuszną decyzję. Pewnie miał możliwość rywalizacji o skład w Metalkas 2. Ekstralidze, ale wybrał Landshut, gdzie będzie gwiazdą. Tak trzeba na to patrzeć.

Obecna KLŻ jest mocniejsza od tej, którą pan wygrał w 2021 roku?

– Powiem szczerze, że trudno to ocenić, ale raczej nie. W 2021 roku świetną ekipę miał Kolejarz Opole, który dodatkowo na końcówkę sezonu wzmocnił się jeszcze ówczesnymi juniorami Włókniarza Częstochowa: Bartłomiejem Kowalskim i Mateuszem Świdnickim, również Lokomotiv Daugavpils miał bardzo solidny skład. Nie należy zapominać, że w tej lidze startował również Kolejarz Rawicz, wsparty ekstraligowymi zawodnikami Unii Leszno. Jak tak sobie teraz myślę, to wydaje mi się, że w 2021 roku składy były mocniejsze niż teraz.

Czy po odejściu nadal utrzymuje pan kontakt z niemieckim klubem?

– Oczywiście, że cały czas jesteśmy w kontakcie. W ciągu tych trzech fajnych lat poznałem wspaniałych ludzi, na pewno ten kontakt będziemy utrzymywać. Jeśli klub czegoś potrzebuje lub czegoś nie wie, to przedstawiciele dzwonią do mnie i próbujemy rozwiązywać różne sprawy. Nie ma mowy, aby po tych trzech latach całkowicie się odciąć.

Często dzwonią?

– Zimą telefonów było mniej, zobaczymy, jak będzie w sezonie. Teraz wchodzą nowe zmiany regulaminowe związane z zawodami, jak chociażby zegar dwóch minut, który musi mieć opcję odmierzania jednej minuty, nowe światła wykluczeń czy nowe bandy. To są rzeczy, które pomagam im organizować i to nie jest żadna tajemnica.

Oferta pracy w Unii Leszno była nie do odrzucenia? Czy gdyby drużyna z Landshut nadal rywalizowałaby na zapleczu PGE Ekstraligi, to pozostałby pan na swoim stanowisku?

– Pamiętajmy, że są jeszcze inne względy. Kiedy dzwonią z klubu, w którym się wychowałeś, z miasta, w którym na co dzień żyjesz, masz tam rodzinę i przyjaciół, jesteś w różnych rozjazdach od paru lat, to w głowie zapala się światełko, że być może jest to czas, aby wrócić. W Landshut moją decyzję przyjęto z pełnym zrozumieniem. Gdyby nie pojawiła się oferta z Unii od prezesa Rusieckiego, to prawdopodobnie zostałbym w Landshut.

Kiedy pojawił się temat pracy w Lesznie?

– Unia odezwała się w momencie, kiedy pojawiły się problemy Landshut. W Lesznie był vacat na stanowisku, które dzisiaj pełnię. Można więc powiedzieć, że była to taka kumulacja pewnych zdarzeń, wszystko wydarzyło się dość szybko i w bardzo krótkim czasie.

Kto wygra Krajową Ligę Żużlową?

– Trudno wskazać faworyta. Zobaczymy, jak rozwiążą się sprawy finansowe w Tarnowie. Skład Unii na KLŻ wygląda imponująco, ale w Landshut doskonale wiedzą, że można pokonać każdego i wszyscy są nastawieni bojowo. Zobaczymy. Powiedzmy sobie szczerze, po doniesieniach medialnych sytuacja finansowa Unii Tarnów, jest niepokojąca. Pytanie, jak ta sprawa się zakończy.

2. Liga Żużlowa