Prezes Śląska Świętochłowice zabrał głos: „W planach mamy awans”

– Te 24 lata to jest oczywiście kawał czasu, ale Świętochłowice są w samym sercu śląskiej metropolii, gdzie wokół mieszka ponad dwa miliony osób. Wiemy też, że jest wielki głód żużla – mówi Dariusz Rieger, prezes Śląska Świętochłowice, w rozmowie z polskizuzel.pl.

Śląska Świętochłowice nie było na ligowej mapie przez 24 lata. Teraz wrócił. Dlaczego? Czy chodzi o to, że akurat teraz w końcu znalazły się pieniądze?

Dariusz Reger, prezes Śląska Świętochłowice: Tak. W końcu znalazły się pieniądze w budżecie miasta, które jest właścicielem obiektu. To właśnie miasto wyasygnowało wielkie pieniądze, żeby Śląsk mógł wrócić do ligowego ścigania. Były warunki postawione przez PZM, żeby obiekt spełniał warunki licencyjne, żeby było 3,5 tysiąca krzesełek, żeby można było robić imprezy masowe. Dotąd na zawodach mogliśmy gościć maksymalnie 999 osób. Przy takiej liczbie na meczach ligowych nie spięłoby się to finansowo.

A miasto się zmobilizowało, bo?

– Powiem, że w Polsce Świętochłowice są znane niemal wyłącznie z żużla. Sportowo tylko tak jesteśmy kojarzeni. Miasto widzi w tym szansę na to, by zyskać wizerunkowo.

Czyli stadion będzie piękniał i rósł w oczach.

– Taki jest plan. Teraz mamy pierwszy etap przebudowy, która jest rozłożona w sumie na cztery etapy. Zaczęliśmy od trybuny głównej, a finalnie dojdziemy też do parku maszyn i zaplecza.

Ambitny plan.

– I będziemy w klubie trzymać kciuki, żeby się udało, żeby ten stadion wyglądał jak najlepiej. Docelowo mamy mieć 11 tysięcy miejsc siedzących, co powinno nam wystarczyć. Jeszcze trzeba by oświetlenie zrobić, bo w planach mamy awans, a to jest kolejny wymóg, którego na razie nie spełniamy.

Oświetlenie przydałoby się też do organizacji prestiżowych imprez.

– Akurat mieliśmy spotkanie z One Sport, które organizuje u nas IMP Challenge. W związku z brakiem oświetlenia zawody mają się rozpocząć około 14.30, ale na pewno w przyszłości chcielibyśmy robić takie imprezy przy sztucznym świetle. Projekt przebudowy obiektu mamy jeszcze z 2016 roku, ale on to zakłada i miasto też chce to zrobić.

Powiedział pan, że będziecie mieli stadion na 11 tysięcy miejsce. Dużo, zważywszy na to, że żużla nie było w Świętochłowicach tyle lat. Ludzie mogli zdążyć, zapomnieć.

– Te 24 lata to jest oczywiście kawał czasu, ale Świętochłowice są w samym sercu śląskiej metropolii, gdzie wokół mieszka ponad dwa miliony osób. Wiemy też, że jest wielki głód żużla. Widzimy to po zapytaniach, ale i też po tym, że sprzedaż karnetów poszła całkiem nieźle. Ci, którym się nie udało, już pytają o bilety.

Drużyna, którą zbudowaliście, nie ma wysokich notowań.

– A ja bym tak całkiem tej drużyny nie przekreślał. Ci zawodnicy mogą zaskoczyć. I ja mam nadzieję, że to zrobią. Większość z nich, to żużlowcy, którzy mają coś do udowodnienia. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Skład był według autorskiego pomysłu trenera Krzysztofa Basa, który dwa lata przymierzał się do stworzenia tego zespołu, obserwował tych zawodników, miał swoje przemyślenia.

Więcej szumu mogliście narobić, jakbyście wzorem Speedway Krakowa powiedzieli, że jest szansa na Nickiego Pedersena.

– Kraków wygrał na tym medialnie. Świetnie to zrobił. Inna sprawa, że Pedersen nie jest taki chętny na jazdę w Krajowej Lidze Żużlowej. Jeśli jednak się uda, to cała KLŻ zyska, bo taka postać doda tej lidze kolorytu.

Skoro jesteśmy przy Pedersenie, to nasuwa się pytanie o budżet Śląska.

– Tanio nie jest, ale udało nam się wszystko spiąć tak, że nie czujemy żadnego zagrożenia. Sponsorzy, z którymi mamy umowy i akcjonariusze gwarantują, że wszystko powinno mieć szczęśliwy finał.

Porozmawiajmy o waszych planach.

– W drugim roku zakładamy, że będziemy budować drużynę lepszą od tej. Albo będziemy tę wzmacniać, albo robili wszystko, żeby ją utrzymać, jeśli się okaże, że ci zawodnicy wypalą i osiągną sukces. A idąc dalej, to w trzecim roku chcemy już zaatakować Metalkas 2 Ekstraligę. Wtedy jeszcze nie będziemy na musiku, ale w czwartym sezonie już chcielibyśmy pójść wyżej. Te nasze plany mają solidne podstawy.

Dlaczego?

– Mam na myśli wsparcie miasta. Projekt Śląsk popiera nie tylko aktualnie urzędujący prezydent, ale i cała rada miasta. Wszyscy chcą żużla, ligowego ścigania i tego, żeby obiekt na Skałce tętnił życiem. Istotne jest to, że stadion ma służyć nie tylko żużlowcom, ale i piłkarzom. To ma być piękny wielofunkcyjny obiekt.

Śląsk gra w piątej lidze.

– Piłkarskiej drużynie ciężko się przebić. Na Śląsku jest olbrzymia konkurencja, bo za miedzą Ruch, ale blisko także GKS Katowice, Górnik Zabrze i Piast Gliwice. Nawet, jak jakaś perełka się trafi, to tamci wyłapią.

A w żużlowym Śląsku macie jakieś perełki?

– Może nie perełki, ale swoją młodzież mamy. Stawiamy mocno na wychowanków i jesteśmy z nich dumni. Jest szansa, że w kadrze na 2026 znajdą się Bartek Kubica i Szymon Machura. Pierwszy musi zdać licencję, drugi czeka na 16 urodziny. Będzie je świętował w czerwcu i wtedy będzie miał wymagany wiek uprawniający go do startów w lidze. A następni nasi zawodnicy czekają w kolejce. Za dwa lata będziemy mieli swoich ludzi w DMPJ.

Sezon zaczynacie meczem u siebie?

– Z Daugavpils 12 kwietnia. Nazwiska nie jeżdżą, więc wszystko jest możliwe.

Zakładam jednak, że się nie napinacie?

– Dla mnie sukcesem już jest to, że udało się wrócić, że drużyna będzie jeździć. Cieszy nas każdy szczegół. W piątek kończymy prace torowe, pod koniec marca mamy zaplanowane pierwsze treningi. Bardzo jestem ciekaw tego pierwszego meczu.

Dokonaliście nieoczywistych wyborów kadrowych, choćby stawiając na Włocha Matteo Bocinelliego, ale coś z tego na pewno wypali.

– Matteo jest znany z Flat Tracku, tam osiągał sukcesy. Przyłożył się jednak do żużla i choć miał oferty z Flat Tracku, to chciał spróbować w naszej lidze. To bardzo ciekawy zawodnik, może zaskoczyć.

Leave a Reply